wydawnictwo: Dreams 2018
liczba stron: 1040
forma: papierowa pożyczona prywatnie
moja ocena: 3/10
Nota wydawcy:
Hrabia Emmanuel d’Areynes, stojąc u progu śmierci po ataku apopleksji, myśli już tylko o rozporządzeniu swoim majątkiem tak, by nie dostał się on w niepowołane ręce: pruskiego najeźdźcy lub męża bratanicy – cynicznego rozpustnika i hulaki, Gilberta Rollina. Bratanek hrabiego, młody i nieskazitelny ksiądz Raul, przychodzi z pomocą w sporządzeniu testamentu w taki sposób, aby kapitał został zabezpieczony dla mającego się narodzić dziecka Gilberta i Marii Henryki.
Joanna Rivat niedawno wyszła za mąż. Teraz wiedzie ubogie, lecz szczęśliwe życie u boku kochającego męża, Pawła, z którym spodziewa się dziecka.
Gdy wojska pruskie podchodzą pod Paryż i zwykli obywatele muszą stanąć do walki, a ludzka podłość upomina się coraz bardziej o zabezpieczenie własnych interesów, losy mieszkańców zaczynają się krzyżować w zdumiewający sposób, który zapoczątkuje ciąg niebezpiecznych intryg.
Żebraczka spod kościoła Świętego Sulpicjusza to oryginalna bogato ilustrowana powieść francuska z XIX wieku, której akcja rozgrywa się częściowo w realiach wojny francusko-pruskiej oraz rządów Komuny Paryskiej i wersalczyków. Przedstawia niezwykłą wielowątkową historię przesiąkniętą wiarą w to, że nawet największy triumf zła nie jest triumfem ostatecznym.
Ledwo zaczęłam, a już odłożyłam.
Moje życie jest zbyt krótkie, żeby marnować czas na czytanie książek, które mnie irytują. Już za stara jestem na takie męczarnie.
Dlaczego zatem postanowiłam nie czytać dalej tej książki?
Z kilku powodów, wymienię tu te najważniejsze:
* Przede wszystkim naiwność autora, który chłopów w pierwszej połowie XIX wieku we Francji przedstawia jako wielkich patriotów, kochających swoich panów, ramię w ramię walczących z nimi przeciwko tym złym najeźdźcom, Niemcom. Gdybym nie miała bladego pojęcia o historii i Napoleonie, to może bym uwierzyła, ale w mojej sytuacji, błagam, aż tak głupia nie jestem.
* Dalej - czarno-białe charaktery bohaterów. Jeśli już ktoś jest dobry, to kroczy w nimbie świętości i właściwie powinniśmy czytać o nim na klęczkach.
* Prezentowanie duchowieństwa w barwach wielkich obrońców narodu, ojczyzny i ogólnie aniołów. I znowu - gdybym nie znała historii i nie interesowała się postawą Kościoła w czasie wielkich wojen różnego autoramentu, to może tak by mnie to nie denerwowało.
* Język - celowo zostawiłam ten argument na koniec, bo w sumie to nie powinien być zarzut, wszak powieść pochodzi z XIX wieku, ale nie dam rady. Ten styl niestety mi nie odpowiada, nie będę się męczyć.
Podsumowując - szkoda, że tego nie przeczytam. Lubię powieści o wielkich rozmiarach, lubię historyczne i powieści z epok różnych, ale niestety, w tym wypadu autora wykreślam ze swoich czytelniczych planów, ponieważ, jak już wspomniałam na wstępie - szkoda mojego życia. Jest tyle ciekawych książek przede mną, że nie będę marnować czasu na coś, co nie sprawia mi przyjemności. Wszak nie jestem już młoda, więc czasu coraz mniej, muszę go szanować, prawda?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
inni czytali
-
Wyszywam sobie powoli, bo nigdzie się nie śpieszę wszak. Gdy mam samo niebo z niewielką liczbą kolorów, to lecę, ale gdy wchodzę w obszar k...
-
Taki tytuł nadała córka mojemu nowemu projektowi.W sumie to nie taki on znowu nowy, bo wyszywam go od 1 listopada. Dane techniczne: tytu...
-
Kiedyś, dawno, dawno temu, prowadziłam bloga o książkach. Miał tytuł "Czytam, więc jestem" i nawet był dość popularny, mogę powied...

Czarno-białe charaktery -występują tutaj jako zarzut-choć kilka książęk niżej (Armadale Wilkie Collins ) akurat jest to zaletą książki-coś mi się tutaj gryzie.
OdpowiedzUsuń