wydawnictwo: Bellona 2015
cykl: Trylogia Świętego Graala
liczba stron: 480
forma: papierowa własna
moja ocena: 7/10
Nota wydawcy:
Od stu lat szaleje wojna. cala Francja jest w niebezpieczeństwie. Thomas Hookton, angielski łucznik, znany jako Le Batard, dostał rozkaz poszukiwania zaginionego miecza świętego Piotra, broni, która zapewni pewne zwycięstwo temu, kto ja posiada. Ponieważ jego armia zostaje uwięziona e pobliżu miasta Poitier, Thomas i jego ludzie walczą z wrogiem w bitwie, która okaże się jedną z największych bitew w historii.
Właściwie skoro Trylogia, to nie powinno być czwartego tomu, ale przecież Graala już nie ma, prawda? Ten tom był o mieczu świętego Piotra.
Książka lepsza od poprzedniej, ale można śmiało powiedzieć - kto lubi Cornwella, z przyjemnością ją przeczyta, pozostałym raczej niczego nie urwie.
poniedziałek, 30 lipca 2018
niedziela, 22 lipca 2018
Heretyk, Bernard Cornwell
wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica 2011
cykl: Trylogia Świętego Graala
liczba stron: 544
forma: papierowa (własna)
moja ocena: 6/10
Nota wydawcy:
XIV wiek, wojna stuletnia szaleje pomiędzy Anglią a Francją. Końca dobiega historia poszukiwań świętego Graala przez dziedziców przeklętego rodu Astarac.
Thomas z Hookton, angielski łucznik i nieślubny syn zhańbionego francuskiego duchownego, powraca w ostatnim tomie bestsellerowej Trylogii świętego Graala.
Wraz z nieobliczalną grupą oddanych druhów oraz piękną kobietą oskarżona o herezję, zostają wysłani do południowej Francji, gdzie w ruinach zamku Astarac może być ukryty największy skarb w dziejach chrześcijaństwa – Święty Graal.
Thomas i jego zaprzysięgły wróg – mroczny Guy Vexill podążają w tym samym kierunku, jednak aby zdobyć ostateczną nagrodę czeka ich walka na śmierć i życie.
Otoczony przez nieprzyjaciół, potęgę i chciwość Kościoła oraz bezlitosną Czarną śmierć będzie musiał przejść krwawy szlak, aby stawić czoła prawdzie o historii swojego dziedzictwa i tajemnicy Graala.
Cóż mogę o tej książce powiedzieć? Na kolana nie powala, ale jest po prostu dobra. No i jeśli ktoś lubi cykle, to nie wyobrażam sobie, żeby jednak nie doczytać całości do końca. Ogólnie lubię powieści historyczne, zwłaszcza Bernarda Cornwella, więc po jego książki sięgam w ciemno.
cykl: Trylogia Świętego Graala
liczba stron: 544
forma: papierowa (własna)
moja ocena: 6/10
Nota wydawcy:
XIV wiek, wojna stuletnia szaleje pomiędzy Anglią a Francją. Końca dobiega historia poszukiwań świętego Graala przez dziedziców przeklętego rodu Astarac.
Thomas z Hookton, angielski łucznik i nieślubny syn zhańbionego francuskiego duchownego, powraca w ostatnim tomie bestsellerowej Trylogii świętego Graala.
Wraz z nieobliczalną grupą oddanych druhów oraz piękną kobietą oskarżona o herezję, zostają wysłani do południowej Francji, gdzie w ruinach zamku Astarac może być ukryty największy skarb w dziejach chrześcijaństwa – Święty Graal.
Thomas i jego zaprzysięgły wróg – mroczny Guy Vexill podążają w tym samym kierunku, jednak aby zdobyć ostateczną nagrodę czeka ich walka na śmierć i życie.
Otoczony przez nieprzyjaciół, potęgę i chciwość Kościoła oraz bezlitosną Czarną śmierć będzie musiał przejść krwawy szlak, aby stawić czoła prawdzie o historii swojego dziedzictwa i tajemnicy Graala.
Cóż mogę o tej książce powiedzieć? Na kolana nie powala, ale jest po prostu dobra. No i jeśli ktoś lubi cykle, to nie wyobrażam sobie, żeby jednak nie doczytać całości do końca. Ogólnie lubię powieści historyczne, zwłaszcza Bernarda Cornwella, więc po jego książki sięgam w ciemno.
czwartek, 19 lipca 2018
Żebraczka spod kościoła świętego Sulpicjusza, Ksawery de Montepin
wydawnictwo: Dreams 2018
liczba stron: 1040
forma: papierowa pożyczona prywatnie
moja ocena: 3/10
Nota wydawcy:
Hrabia Emmanuel d’Areynes, stojąc u progu śmierci po ataku apopleksji, myśli już tylko o rozporządzeniu swoim majątkiem tak, by nie dostał się on w niepowołane ręce: pruskiego najeźdźcy lub męża bratanicy – cynicznego rozpustnika i hulaki, Gilberta Rollina. Bratanek hrabiego, młody i nieskazitelny ksiądz Raul, przychodzi z pomocą w sporządzeniu testamentu w taki sposób, aby kapitał został zabezpieczony dla mającego się narodzić dziecka Gilberta i Marii Henryki.
Joanna Rivat niedawno wyszła za mąż. Teraz wiedzie ubogie, lecz szczęśliwe życie u boku kochającego męża, Pawła, z którym spodziewa się dziecka.
Gdy wojska pruskie podchodzą pod Paryż i zwykli obywatele muszą stanąć do walki, a ludzka podłość upomina się coraz bardziej o zabezpieczenie własnych interesów, losy mieszkańców zaczynają się krzyżować w zdumiewający sposób, który zapoczątkuje ciąg niebezpiecznych intryg.
Żebraczka spod kościoła Świętego Sulpicjusza to oryginalna bogato ilustrowana powieść francuska z XIX wieku, której akcja rozgrywa się częściowo w realiach wojny francusko-pruskiej oraz rządów Komuny Paryskiej i wersalczyków. Przedstawia niezwykłą wielowątkową historię przesiąkniętą wiarą w to, że nawet największy triumf zła nie jest triumfem ostatecznym.
Ledwo zaczęłam, a już odłożyłam.
Moje życie jest zbyt krótkie, żeby marnować czas na czytanie książek, które mnie irytują. Już za stara jestem na takie męczarnie.
Dlaczego zatem postanowiłam nie czytać dalej tej książki?
Z kilku powodów, wymienię tu te najważniejsze:
* Przede wszystkim naiwność autora, który chłopów w pierwszej połowie XIX wieku we Francji przedstawia jako wielkich patriotów, kochających swoich panów, ramię w ramię walczących z nimi przeciwko tym złym najeźdźcom, Niemcom. Gdybym nie miała bladego pojęcia o historii i Napoleonie, to może bym uwierzyła, ale w mojej sytuacji, błagam, aż tak głupia nie jestem.
* Dalej - czarno-białe charaktery bohaterów. Jeśli już ktoś jest dobry, to kroczy w nimbie świętości i właściwie powinniśmy czytać o nim na klęczkach.
* Prezentowanie duchowieństwa w barwach wielkich obrońców narodu, ojczyzny i ogólnie aniołów. I znowu - gdybym nie znała historii i nie interesowała się postawą Kościoła w czasie wielkich wojen różnego autoramentu, to może tak by mnie to nie denerwowało.
* Język - celowo zostawiłam ten argument na koniec, bo w sumie to nie powinien być zarzut, wszak powieść pochodzi z XIX wieku, ale nie dam rady. Ten styl niestety mi nie odpowiada, nie będę się męczyć.
Podsumowując - szkoda, że tego nie przeczytam. Lubię powieści o wielkich rozmiarach, lubię historyczne i powieści z epok różnych, ale niestety, w tym wypadu autora wykreślam ze swoich czytelniczych planów, ponieważ, jak już wspomniałam na wstępie - szkoda mojego życia. Jest tyle ciekawych książek przede mną, że nie będę marnować czasu na coś, co nie sprawia mi przyjemności. Wszak nie jestem już młoda, więc czasu coraz mniej, muszę go szanować, prawda?
liczba stron: 1040
forma: papierowa pożyczona prywatnie
moja ocena: 3/10
Nota wydawcy:
Hrabia Emmanuel d’Areynes, stojąc u progu śmierci po ataku apopleksji, myśli już tylko o rozporządzeniu swoim majątkiem tak, by nie dostał się on w niepowołane ręce: pruskiego najeźdźcy lub męża bratanicy – cynicznego rozpustnika i hulaki, Gilberta Rollina. Bratanek hrabiego, młody i nieskazitelny ksiądz Raul, przychodzi z pomocą w sporządzeniu testamentu w taki sposób, aby kapitał został zabezpieczony dla mającego się narodzić dziecka Gilberta i Marii Henryki.
Joanna Rivat niedawno wyszła za mąż. Teraz wiedzie ubogie, lecz szczęśliwe życie u boku kochającego męża, Pawła, z którym spodziewa się dziecka.
Gdy wojska pruskie podchodzą pod Paryż i zwykli obywatele muszą stanąć do walki, a ludzka podłość upomina się coraz bardziej o zabezpieczenie własnych interesów, losy mieszkańców zaczynają się krzyżować w zdumiewający sposób, który zapoczątkuje ciąg niebezpiecznych intryg.
Żebraczka spod kościoła Świętego Sulpicjusza to oryginalna bogato ilustrowana powieść francuska z XIX wieku, której akcja rozgrywa się częściowo w realiach wojny francusko-pruskiej oraz rządów Komuny Paryskiej i wersalczyków. Przedstawia niezwykłą wielowątkową historię przesiąkniętą wiarą w to, że nawet największy triumf zła nie jest triumfem ostatecznym.
Ledwo zaczęłam, a już odłożyłam.
Moje życie jest zbyt krótkie, żeby marnować czas na czytanie książek, które mnie irytują. Już za stara jestem na takie męczarnie.
Dlaczego zatem postanowiłam nie czytać dalej tej książki?
Z kilku powodów, wymienię tu te najważniejsze:
* Przede wszystkim naiwność autora, który chłopów w pierwszej połowie XIX wieku we Francji przedstawia jako wielkich patriotów, kochających swoich panów, ramię w ramię walczących z nimi przeciwko tym złym najeźdźcom, Niemcom. Gdybym nie miała bladego pojęcia o historii i Napoleonie, to może bym uwierzyła, ale w mojej sytuacji, błagam, aż tak głupia nie jestem.
* Dalej - czarno-białe charaktery bohaterów. Jeśli już ktoś jest dobry, to kroczy w nimbie świętości i właściwie powinniśmy czytać o nim na klęczkach.
* Prezentowanie duchowieństwa w barwach wielkich obrońców narodu, ojczyzny i ogólnie aniołów. I znowu - gdybym nie znała historii i nie interesowała się postawą Kościoła w czasie wielkich wojen różnego autoramentu, to może tak by mnie to nie denerwowało.
* Język - celowo zostawiłam ten argument na koniec, bo w sumie to nie powinien być zarzut, wszak powieść pochodzi z XIX wieku, ale nie dam rady. Ten styl niestety mi nie odpowiada, nie będę się męczyć.
Podsumowując - szkoda, że tego nie przeczytam. Lubię powieści o wielkich rozmiarach, lubię historyczne i powieści z epok różnych, ale niestety, w tym wypadu autora wykreślam ze swoich czytelniczych planów, ponieważ, jak już wspomniałam na wstępie - szkoda mojego życia. Jest tyle ciekawych książek przede mną, że nie będę marnować czasu na coś, co nie sprawia mi przyjemności. Wszak nie jestem już młoda, więc czasu coraz mniej, muszę go szanować, prawda?
Kwinkunks, Charles Palliser
wydawnictwo: Zysk i S-ka 2003
liczba stron: 1145
forma: papierowa z biblioteki miejskiej w Dobrym Mieście
moja ocena: 10/10
Nota wydawcy:
John Huffam musiał poznać wiele aspektów życia, zanim się zestarzał dowiedział się, dlaczego ludzie mozolą i pracują ciężko w strasznych warunkach, dlaczego biedota przeszukuje śmierdzące zgnilizną śmieci w poszukiwaniu pożywienia oraz dlaczego zarówno szaleńcy, jak i ludzie będący przy zdrowych zmysłach głodują w zakładach dla umysłowo chorych. Nie wiedział jednak, dlaczego jakieś nie nazwane niebezpieczeństwo prześladowało go przez całe dzieciństwo, nękało jego matkę, a teraz zagraża jego życiu. Odpowiedź znajdowała się w sporządzonym pół wieku wcześniej dokumencie, który był źródłem skąpstwa, nienawiści, morderstwa i szaleństwa, który wpłynął na dzieje pięciu rodów i ukształtował życie Johna. Jego losy były ściśle związane z tajemniczym symbolem pięciu kwinkunksem.
Jak zwykle moja ocena jest subiektywna (bo jakaż może być w ogóle ocena, prawda?). Uwielbiam wiktoriańskie klimaty, a zatem i tę książkę pochłonęłam na wdechu. Tak wartka akcja, a przy tym wnikliwie i drobiazgowo opisane realia epoki muszą zachwycić miłośników dziewiętnastowiecznego Londynu.
Na podkreślenie zasługuje tu fakt, że autor urodził się w 1947 roku, wciąż żyje i o epoce też musiał najpierw się naczytać, żeby ją tak wspaniale przedstawić. Zwłaszcza warunki życia londyńskiej biedoty - czapki z głów.
Autor trochę przesadził mnożąc trudności przed głównym bohaterem i wymyslając kolejne osoby pretendujące do majątku, ale co tam, najważniejsze, że to się czyta.
Objętość powieści może być odstraszająca w pierwszym momencie, ale myślę, że dacie radę. Książka jest po prostu świetna
liczba stron: 1145
forma: papierowa z biblioteki miejskiej w Dobrym Mieście
moja ocena: 10/10
Nota wydawcy:
John Huffam musiał poznać wiele aspektów życia, zanim się zestarzał dowiedział się, dlaczego ludzie mozolą i pracują ciężko w strasznych warunkach, dlaczego biedota przeszukuje śmierdzące zgnilizną śmieci w poszukiwaniu pożywienia oraz dlaczego zarówno szaleńcy, jak i ludzie będący przy zdrowych zmysłach głodują w zakładach dla umysłowo chorych. Nie wiedział jednak, dlaczego jakieś nie nazwane niebezpieczeństwo prześladowało go przez całe dzieciństwo, nękało jego matkę, a teraz zagraża jego życiu. Odpowiedź znajdowała się w sporządzonym pół wieku wcześniej dokumencie, który był źródłem skąpstwa, nienawiści, morderstwa i szaleństwa, który wpłynął na dzieje pięciu rodów i ukształtował życie Johna. Jego losy były ściśle związane z tajemniczym symbolem pięciu kwinkunksem.
Jak zwykle moja ocena jest subiektywna (bo jakaż może być w ogóle ocena, prawda?). Uwielbiam wiktoriańskie klimaty, a zatem i tę książkę pochłonęłam na wdechu. Tak wartka akcja, a przy tym wnikliwie i drobiazgowo opisane realia epoki muszą zachwycić miłośników dziewiętnastowiecznego Londynu.
Na podkreślenie zasługuje tu fakt, że autor urodził się w 1947 roku, wciąż żyje i o epoce też musiał najpierw się naczytać, żeby ją tak wspaniale przedstawić. Zwłaszcza warunki życia londyńskiej biedoty - czapki z głów.
Autor trochę przesadził mnożąc trudności przed głównym bohaterem i wymyslając kolejne osoby pretendujące do majątku, ale co tam, najważniejsze, że to się czyta.
Objętość powieści może być odstraszająca w pierwszym momencie, ale myślę, że dacie radę. Książka jest po prostu świetna
sobota, 14 lipca 2018
Armadale, Wilkie Collins
wydawnictwo: MG 2016
liczba stron: 720
forma: ebook (Legimi bez limitu)
liczba stron: 720
forma: ebook (Legimi bez limitu)
Nota wydawcy:
Do niemieckiego kurortu Wildbad dociera bardzo chory pacjent, Anglik wraz z młodą żoną i małym synkiem. Kiedy okazuje się, że nie ma dla niego szans na ratunek, postanawia na łożu śmierci napisać do syna list, w którym opowiada swoje burzliwe losy, historię zbrodni, którą popełnił i zawiera ostrzeżenie na przyszłość. Jest przekonany, że nieodkupiona wina przechodzi z rodzica na jego potomstwo i że syn człowieka, którego zamordował, może kiedyś zagrozić jego własnemu synowi.
Los jednak chce, że drogi obu młodzieńców spotykają się. Między mężczyznami nawiązuje się szczera przyjaźń. Choć obaj głęboko wierzą w siłę braterstwa i dobro, różne dziwne zbiegi okoliczności, stale przypominają im o wiszącym fatum. Obaj przyjaciele będą musieli stawić czoła rozlicznym zasadzkom i intrygom.
Ostatnio zachciało mi się wiktoriańskich klimatów, więc poszperałam trochę w necie, przejrzałam różne propozycje i stwierdziłam, że sięgnę po pisarza, którego jeszcze nie znam. Czytałam wiele książek tego gatunku, ale pan Collins mi zaimponował.
Zawiera wszystko, co lubię w tych powieściach - tajemnicę, powolność snucia fabuły, analityczne spojrzenie na naturę ludzką i szczęśliwe zakończenie. A także czarno-białe charaktery. Tak, wiem, że w życiu nie ma ludzi tylko dobrych i tylko złych, ale w powieściach to jest fajne, prawda? Z drugiej strony - nasz powieściowy czarny charakter nie do końca okazał się zły, coś tam drgnęło w tym zepsutym sercu.
Nie będę zdradzać rzeczy istotnych dla fabuły, polecam szczerze tę powieść zwłaszcza miłośnikom gatunku.
niedziela, 8 lipca 2018
Podróż zimowa, Jaume Cabre
wydawnictwo: Marginesy 2018
liczba stron: 296
forma: ebook (Legimi)
Nota wydawcy:
Płatny morderca na tropie płatnego mordercy, na którego życie także ktoś nastaje. Szemrany szlifierz diamentów z Amsterdamu, który próbuje wkraść się w łaski łódzkiego jubilera. Człowiek, którego kaszel niesie śmierć. Pianista, który podczas recitalu widzi w pierwszym rzędzie Franza Schuberta, choć ten nie żyje od 150 lat. Kataloński organmistrz surowo ukarany za zbrodnię, przy której nawet nie był obecny. To ledwie garstka bohaterów, których Jaume Cabré wyprawił w podróż.
Kataloński mistrz zwodzi i bawi się z czytelnikiem – na poważnie, z przymrużeniem oka, rubasznie. Miesza plany czasowe i wątki. Prowokuje: na przykład, czy J.S. Bach był twórcą muzyki dodekafonicznej albo czy istnieje najbardziej przesłodzony kawałek? Prowadzi wyrafinowaną grę. Podsuwa fałszywe tropy, fałszywe cytaty, z nonszalancją powołuje się na nieistniejące autorytety, z premedytacją myli rzeczywistość z fikcją.
Ja po prostu nie lubię opowiadań, a na dokładkę nigdzie przed lekturą nie znalazłam informacji, że jest to zbiór opowiadań i doszukiwałam się logiki w kolejnych rozdziałach i byłam bardzo zagubiona. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie lubię opowiadań.
liczba stron: 296
forma: ebook (Legimi)
Nota wydawcy:
Płatny morderca na tropie płatnego mordercy, na którego życie także ktoś nastaje. Szemrany szlifierz diamentów z Amsterdamu, który próbuje wkraść się w łaski łódzkiego jubilera. Człowiek, którego kaszel niesie śmierć. Pianista, który podczas recitalu widzi w pierwszym rzędzie Franza Schuberta, choć ten nie żyje od 150 lat. Kataloński organmistrz surowo ukarany za zbrodnię, przy której nawet nie był obecny. To ledwie garstka bohaterów, których Jaume Cabré wyprawił w podróż.
Kataloński mistrz zwodzi i bawi się z czytelnikiem – na poważnie, z przymrużeniem oka, rubasznie. Miesza plany czasowe i wątki. Prowokuje: na przykład, czy J.S. Bach był twórcą muzyki dodekafonicznej albo czy istnieje najbardziej przesłodzony kawałek? Prowadzi wyrafinowaną grę. Podsuwa fałszywe tropy, fałszywe cytaty, z nonszalancją powołuje się na nieistniejące autorytety, z premedytacją myli rzeczywistość z fikcją.
Ja po prostu nie lubię opowiadań, a na dokładkę nigdzie przed lekturą nie znalazłam informacji, że jest to zbiór opowiadań i doszukiwałam się logiki w kolejnych rozdziałach i byłam bardzo zagubiona. Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie lubię opowiadań.
sobota, 7 lipca 2018
Sześć Cztery, Hideo Yokoyama
wydawnictwo: Literackie 2018
liczba stron: 656
forma: ebook (Legimi)
moja ocena: 3/10
Nota wydawcy:
Największy koszmar, jaki mogą przeżyć rodzice. Sprawa, której żaden detektyw nie potrafił rozwiązać. Nieprzewidywalny zwrot akcji. Japońskie „Millennium” – 1 000 000 egzemplarzy sprzedanych w ciągu 6 dni.
Styczeń 1989 roku. Przez pięć dni rodzice siedmioletniej uczennicy wsłuchują się w żądania porywacza ich dziecka. Już nigdy nie zobaczą jej żywej, a sprawca nie zostanie ujęty. Sprawa o kryptonimie „Sześć Cztery” wyląduje w katalogu zbrodni niewyjaśnionych.
Grudzień 2002 roku. Od trzech miesięcy policjant Yoshinobu Mikami bezskutecznie poszukuje zaginionej córki. Wizyta komisarza generalnego policji, który przyjeżdża w związku z porwaniem sprzed trzynastu lat oraz kolejne uprowadzenie nastolatki ze szkoły średniej sprawiają, że Mikami zagląda do dawnych akt.
Co przeoczył w czasie, gdy prowadził tamto dochodzenie? Jak wytłumaczyć podejrzane ślady, na które teraz się natyka? Gdyby przeczuł, czego się dowie, nigdy nie wracałby do tamtej sprawy.
Pochłaniający bez reszty thriller Hideo Yokoyamy, w którym zanurzamy się w meandry zbrodni i zawikłanego śledztwa, odsłania także ciemne strony japońskiej biurokracji oraz japońskiego społeczeństwa. Megabestseller w Japonii, obsypany literackimi nagrodami, przeniesiony na mały i duży ekran, wywołał również wielkie poruszenie w USA i Wielkiej Brytanii, zbierając doskonałe recenzje w najbardziej opiniotwórczych mediach i podbijając listy bestsellerów. Prawa wydawnicze sprzedano do 13 krajów.
Nawet nie mam wyrzutów sumienia, że to porzuciłam, nie skończyłam. Szkoda mojego życia na męczarnie nad książkami, które mi się nie podobają, jest tyle ciekawych, które na mnie czekają.
Przede wszystkim za wolno idzie akcja, a rozważania są o tym, czy tamten uśmiechnął się znacząco bo coś tam, a ten mnie lubi czy nie lubi. Wiem, że to ważne dla Japończyków, ale na litość! Już wyrosłam z przejmowania się nastrojami innych ludzi. W książkach już mnie to drażni.
liczba stron: 656
forma: ebook (Legimi)
moja ocena: 3/10
Nota wydawcy:
Największy koszmar, jaki mogą przeżyć rodzice. Sprawa, której żaden detektyw nie potrafił rozwiązać. Nieprzewidywalny zwrot akcji. Japońskie „Millennium” – 1 000 000 egzemplarzy sprzedanych w ciągu 6 dni.
Styczeń 1989 roku. Przez pięć dni rodzice siedmioletniej uczennicy wsłuchują się w żądania porywacza ich dziecka. Już nigdy nie zobaczą jej żywej, a sprawca nie zostanie ujęty. Sprawa o kryptonimie „Sześć Cztery” wyląduje w katalogu zbrodni niewyjaśnionych.
Grudzień 2002 roku. Od trzech miesięcy policjant Yoshinobu Mikami bezskutecznie poszukuje zaginionej córki. Wizyta komisarza generalnego policji, który przyjeżdża w związku z porwaniem sprzed trzynastu lat oraz kolejne uprowadzenie nastolatki ze szkoły średniej sprawiają, że Mikami zagląda do dawnych akt.
Co przeoczył w czasie, gdy prowadził tamto dochodzenie? Jak wytłumaczyć podejrzane ślady, na które teraz się natyka? Gdyby przeczuł, czego się dowie, nigdy nie wracałby do tamtej sprawy.
Pochłaniający bez reszty thriller Hideo Yokoyamy, w którym zanurzamy się w meandry zbrodni i zawikłanego śledztwa, odsłania także ciemne strony japońskiej biurokracji oraz japońskiego społeczeństwa. Megabestseller w Japonii, obsypany literackimi nagrodami, przeniesiony na mały i duży ekran, wywołał również wielkie poruszenie w USA i Wielkiej Brytanii, zbierając doskonałe recenzje w najbardziej opiniotwórczych mediach i podbijając listy bestsellerów. Prawa wydawnicze sprzedano do 13 krajów.
Nawet nie mam wyrzutów sumienia, że to porzuciłam, nie skończyłam. Szkoda mojego życia na męczarnie nad książkami, które mi się nie podobają, jest tyle ciekawych, które na mnie czekają.
Przede wszystkim za wolno idzie akcja, a rozważania są o tym, czy tamten uśmiechnął się znacząco bo coś tam, a ten mnie lubi czy nie lubi. Wiem, że to ważne dla Japończyków, ale na litość! Już wyrosłam z przejmowania się nastrojami innych ludzi. W książkach już mnie to drażni.
Wróżby z koronek, Brunonia Barry
wydawnictwo: Albatros 2010
liczba stron: 432
forma: papierowa (własna)
moja ocena: 6/10
Nota wydawcy:
Kobiety z rodziny Whitneyów, starego rodu czarownic z Salem, już wieki temu posiadły umiejętność czytania przyszłości z koronek. Ten cudowny dar niekiedy staje się przekleństwem. Po śmierci siostry bliźniaczki, którą przewidziała, oszalała z bólu piętnastoletnia Towner poprzysięgła już nigdy więcej nie wróżyć z koronek.
Lecz kiedy w tajemniczych okolicznościach znika jej babka Eva, Towner musi wrócić do rodzinnego miasta i zmierzyć się z demonami przeszłości. Historia Salem jest mroczna i pełna okrucieństwa, a obecne wydarzenia wydają się mieć związek z tym, co działo się przed wiekami – procesami czarownic i falą nienawiści, jaka ogarnęła okolicę. Dziewczyna jeszcze nie wie, że w Salem zagraża jej coś więcej niż tylko straszne wspomnienie...
Całkiem sympatyczne czytadełko, niewymagające skupienia, leci samo, ale też i nic wartościowego niewnoszące. Ot, taki literacki czasoumilacz.
liczba stron: 432
forma: papierowa (własna)
moja ocena: 6/10
Nota wydawcy:
Kobiety z rodziny Whitneyów, starego rodu czarownic z Salem, już wieki temu posiadły umiejętność czytania przyszłości z koronek. Ten cudowny dar niekiedy staje się przekleństwem. Po śmierci siostry bliźniaczki, którą przewidziała, oszalała z bólu piętnastoletnia Towner poprzysięgła już nigdy więcej nie wróżyć z koronek.
Lecz kiedy w tajemniczych okolicznościach znika jej babka Eva, Towner musi wrócić do rodzinnego miasta i zmierzyć się z demonami przeszłości. Historia Salem jest mroczna i pełna okrucieństwa, a obecne wydarzenia wydają się mieć związek z tym, co działo się przed wiekami – procesami czarownic i falą nienawiści, jaka ogarnęła okolicę. Dziewczyna jeszcze nie wie, że w Salem zagraża jej coś więcej niż tylko straszne wspomnienie...
Całkiem sympatyczne czytadełko, niewymagające skupienia, leci samo, ale też i nic wartościowego niewnoszące. Ot, taki literacki czasoumilacz.
środa, 4 lipca 2018
Sędzia, Mariusz Zielke
wydawnictwo: Czarna Owca 2015
cykl: Jakub Zimny tom 3
seria: Czarna Seria
liczba stron: 464
forma: ebook (Legimi bez limitu)
moja ocena: 7/10
Nota wydawcy:
Dziennikarz Kuba Zimny pisze artykuł o Adamie Bonarze, właścicielu świetnie prosperującej firmy leasingowej, nagle pomówionym o oszukanie inwestorów na sumę 300 mln złotych. Bonar rozumie, że padł ofiarą manipulacji zmierzających do przejęcia jego firmy,
i rozpoczyna niebezpieczną akcję odwetową, w której będzie się musiał zmierzyć z dwoma bardzo silnymi przeciwnikami: Księżnym, byłym funkcjonariuszem SB, a obecnie prezesem banku, i bezwzględnym sędzią Foglem. Bonara czeka wiele kłopotów, a czytelnika – lawina dramatycznych zdarzeń, z dwoma morderstwami włącznie.
„Sędzia” to trzymający w napięciu thriller prawniczy, demaskujący powiązania między politykami, finansistami i cynicznymi prawnikami, którzy zapewniają przestępcom niekaralność i swobodę działania. Mariusz Zielke kolejny raz zdziera obnaża prawdziwe oblicze świata finansjery i kreśli prawdziwe oblicze świata, w którym prawo jest dla bogatych, a nie dla biednych.
Podobała mi się. Dupy nie urywa, ale naprawdę dobrze się czyta, jest intrygująca i daje do myślenia. Tym razem autor darował sobie zbyt zawiłe szczegóły prawa bankowego, ograniczył się do podstawowych spraw, więc nie musiałam czytać po wielekroć tych samych zdań, żeby nie zgubić wątku. Brawo!
Trochę szkoda, że wątek miłosny jest szczątkowy, a główny bohater to kawał drania, jeśli chodzi o stosunki męsko-damskie, ale przecież książka jest kryminałem, a nie romansem, więc spoko.
cykl: Jakub Zimny tom 3
seria: Czarna Seria
liczba stron: 464
forma: ebook (Legimi bez limitu)
moja ocena: 7/10
Nota wydawcy:
Dziennikarz Kuba Zimny pisze artykuł o Adamie Bonarze, właścicielu świetnie prosperującej firmy leasingowej, nagle pomówionym o oszukanie inwestorów na sumę 300 mln złotych. Bonar rozumie, że padł ofiarą manipulacji zmierzających do przejęcia jego firmy,
i rozpoczyna niebezpieczną akcję odwetową, w której będzie się musiał zmierzyć z dwoma bardzo silnymi przeciwnikami: Księżnym, byłym funkcjonariuszem SB, a obecnie prezesem banku, i bezwzględnym sędzią Foglem. Bonara czeka wiele kłopotów, a czytelnika – lawina dramatycznych zdarzeń, z dwoma morderstwami włącznie.
„Sędzia” to trzymający w napięciu thriller prawniczy, demaskujący powiązania między politykami, finansistami i cynicznymi prawnikami, którzy zapewniają przestępcom niekaralność i swobodę działania. Mariusz Zielke kolejny raz zdziera obnaża prawdziwe oblicze świata finansjery i kreśli prawdziwe oblicze świata, w którym prawo jest dla bogatych, a nie dla biednych.
Podobała mi się. Dupy nie urywa, ale naprawdę dobrze się czyta, jest intrygująca i daje do myślenia. Tym razem autor darował sobie zbyt zawiłe szczegóły prawa bankowego, ograniczył się do podstawowych spraw, więc nie musiałam czytać po wielekroć tych samych zdań, żeby nie zgubić wątku. Brawo!
Trochę szkoda, że wątek miłosny jest szczątkowy, a główny bohater to kawał drania, jeśli chodzi o stosunki męsko-damskie, ale przecież książka jest kryminałem, a nie romansem, więc spoko.
poniedziałek, 2 lipca 2018
Człowiek, który musiał umrzeć - Mariusz Zielke
wydawnictwo: Czarna Owca
cykl: Jakub Zimny tom 2
seria: Czarna Seria
liczba stron: 600
forma: ebook (Legimi bez limitu)
Nota wydawcy:
Fascynująca, świetnie skonstruowana i trzymająca w napięciu powieść sensacyjna!
Roman Wolak jest draniem, który dzięki kontaktom z dawną esbecją, układom i łapówkom dorobił się fortuny na państwowych kontraktach. Podejrzany o zabójstwo dziennikarza, który ośmielił się opisać jego machlojki. Sprawą zajmuje się szwedzki publicysta Sven Olsson, jednak zaraz po przyjeździe do Polski pada ofiarą zamachu terrorystycznego.
Czy mordercy działali na zlecenie biznesmena i stojących za nim służb specjalnych? Kilka dni później do Polski przyjeżdża przyjaciółka Olssona, zbuntowana agentka szwedzkich służb specjalnych, Rose Friedman, utalentowana hakerka, bezlitosna dla swoich wrogów, która wraz z byłym reporterem śledczym, Kubą Zimnym, bada zagadkę śmierci dziennikarza i zamachu na przyjaciela, ujawniając przy okazji kulisy polskiej polityki i mediów.
Forma tytułu z czymś się kojarzy? Brawo! Nie bez powodu, albowiem inspiracji Larssonem znajdziemy tu więcej - genialna hakerka outsiderka, skłócona z losem i ogólnie społeczeństwem (bogata, spokojnie, biedna nie dałaby rady być taka skłócona, a bezdomna i brudna mogłaby sobie być skłócona do uśmiechniętej śmierci, nieprawdaż...), dziennikarz samotnie walczący ze złem tego świata, a nawet dwóch dziennikarzy - jeden ze Szwecji i jeden z Polski. No i tak sobie razem zbawiają skorumpowaną Polskę od zwyrodnialca. I dobrze.
Książkę czytałam jednym tchem, naprawdę i szczerze mnie wciągnęła.
Dużo akcji, mało gadania, tyle akurat, żeby wyjaśnić o co chodzi. Poprzedni tom "Wyrok" czytałam kilka lat temu, gdy jeszcze prowadziłam poprzedniego bloga i został mi po nim w głowie jakiś bełkot o finansach, giełdach, przeciekach, na czym absolutnie się nie znam. Tu główna intryga była bardziej bliska zwykłemu człowiekowi.
Od razu biorę się za "Sędziego", trzeci tom o Jakubie Zimnym. Mam nadzieję na równie ciekawą przygodę, bo wszak są wakacje, więc mogę czytać.
cykl: Jakub Zimny tom 2
seria: Czarna Seria
liczba stron: 600
forma: ebook (Legimi bez limitu)
Nota wydawcy:
Fascynująca, świetnie skonstruowana i trzymająca w napięciu powieść sensacyjna!
Roman Wolak jest draniem, który dzięki kontaktom z dawną esbecją, układom i łapówkom dorobił się fortuny na państwowych kontraktach. Podejrzany o zabójstwo dziennikarza, który ośmielił się opisać jego machlojki. Sprawą zajmuje się szwedzki publicysta Sven Olsson, jednak zaraz po przyjeździe do Polski pada ofiarą zamachu terrorystycznego.
Czy mordercy działali na zlecenie biznesmena i stojących za nim służb specjalnych? Kilka dni później do Polski przyjeżdża przyjaciółka Olssona, zbuntowana agentka szwedzkich służb specjalnych, Rose Friedman, utalentowana hakerka, bezlitosna dla swoich wrogów, która wraz z byłym reporterem śledczym, Kubą Zimnym, bada zagadkę śmierci dziennikarza i zamachu na przyjaciela, ujawniając przy okazji kulisy polskiej polityki i mediów.
Forma tytułu z czymś się kojarzy? Brawo! Nie bez powodu, albowiem inspiracji Larssonem znajdziemy tu więcej - genialna hakerka outsiderka, skłócona z losem i ogólnie społeczeństwem (bogata, spokojnie, biedna nie dałaby rady być taka skłócona, a bezdomna i brudna mogłaby sobie być skłócona do uśmiechniętej śmierci, nieprawdaż...), dziennikarz samotnie walczący ze złem tego świata, a nawet dwóch dziennikarzy - jeden ze Szwecji i jeden z Polski. No i tak sobie razem zbawiają skorumpowaną Polskę od zwyrodnialca. I dobrze.
Książkę czytałam jednym tchem, naprawdę i szczerze mnie wciągnęła.
Dużo akcji, mało gadania, tyle akurat, żeby wyjaśnić o co chodzi. Poprzedni tom "Wyrok" czytałam kilka lat temu, gdy jeszcze prowadziłam poprzedniego bloga i został mi po nim w głowie jakiś bełkot o finansach, giełdach, przeciekach, na czym absolutnie się nie znam. Tu główna intryga była bardziej bliska zwykłemu człowiekowi.
Od razu biorę się za "Sędziego", trzeci tom o Jakubie Zimnym. Mam nadzieję na równie ciekawą przygodę, bo wszak są wakacje, więc mogę czytać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
inni czytali
-
Wyszywam sobie powoli, bo nigdzie się nie śpieszę wszak. Gdy mam samo niebo z niewielką liczbą kolorów, to lecę, ale gdy wchodzę w obszar k...
-
Taki tytuł nadała córka mojemu nowemu projektowi.W sumie to nie taki on znowu nowy, bo wyszywam go od 1 listopada. Dane techniczne: tytu...
-
Kiedyś, dawno, dawno temu, prowadziłam bloga o książkach. Miał tytuł "Czytam, więc jestem" i nawet był dość popularny, mogę powied...









